obywatelle (she/her)

  • 77 Posts
  • 335 Comments
Joined 6 years ago
cake
Cake day: July 28th, 2020

help-circle
















  • A według mnie pomija jeden z kluczowych aspektów.

    Chętnie napisałabym jakąś analizę, ale niestety po pierwsze, systemowe analizy zbyt bezpośrednio wskazujące winnych to coś czego liberalne media nie lubią (zaraz usłyszysz że “pachnie foliarstwem”), po drugie jestem zajęta zapierdalaniem w korpo za trochę więcej niż minimalną i walką z problemami psychicznymi, więc mam prawo wymagać od kogoś, kto pisze duży tekst o czymś, żeby chociaż nie pominął wątku, który jest bezpośrednio związany z całą ideą “dbania o dzieci w internecie”. Zwłaszcza że cały wasz tekst zmierza do konkluzji, że niezbędne są de facto regulacje państwowe, które zmuszą platformy do odpowiedniego ‘zarządzania treścią’, zaś wpływ na kształt tych regulacji chce de facto mieć konserwatywna międzynarodówka, skoligacona jak najbardziej z Big Techami, ale tymi od AI (m.in. dlatego np. szef Anthropic, tej słynnej ‘woke korporacji’, jest finansowo zaangażowany w ową kampanię w Stanach).

    A łudzić się, że europejscy decydenci będą w stanie i będą chcieli ostatecznie wymyślić sami cokolwiek, bez sięgania do albo zamorskich wzorców legislacyjnych, albo przynajmniej rozwiązań technologicznych (podsuwanych im przecież przez te same big techy, o których wspomina tekst…) to święta naiwność. Tak samo jak przekonanie, że całe to poruszenie europejskich legislatorów w temacie nie ma absolutnie nic wspólnego z gorączką za oceanem.

    Więc, odpowiadając na twoje zarzuty z innego subwątku - nie, nie uważam że mam ‘bezpośredni’ dowód na powiązania europejskich pomysłów z amerykańskimi, natomiast uważam że amatorskie zdiagnozowanie prostej choroby u dwóch związanych ze sobą organizmów na podstawie bliźniaczo podobnych objawów, jest co najmniej uprawnione. Plus fakt, że to szeroko pojęta amerykańska prawica posiada odpowiednie zaplecze technologiczno-lobbystyczne, oraz fakt, że europejskie elity w większości przypadków i tak na dłuższą metę tańczą tak jak im Wielki Brat zagra, UPRAWNIA MNIE DO DOKONANIA KILKU ZAŁOŻEŃ WSTĘPNYCH.

    Bo sorry ale to jest trochę jak drobiazgowe analizowanie kampanii “przeciwko ideologii gender” z 2013 roku w Polsce, kompletne pomijanie obecnych w niej wpływów fundacji finansowanych prosto z Rosji, i w odpowiedzi na krytykę szarżowanie na rozmówcę że “a może ludzie po prostu mają dosyć tego że ich dzieci są narażone na widok gejów odgrywających niesmaczne scenki na paradach wolności”.


  • Pomijanie wątków związanych z masowymi kampaniami sterowanymi przez wpływowe podmioty i sprowadzanie dosłownie całego zjawiska wyłącznie do spontanicznych odruchów moralnych “przeciętnego człowieka” jest nie tylko absurdalne, ale również uwłacza rozumowi.

    Zwłaszcza że to dokładnie pod płaszczykiem walki z treściami pornograficznymi lub brutalnymi jest forsowana legislacja, której ostateczny cel jest zupełnie inny niż walka z tymi treściami per se – “przeciętni ludzie” nie mają w tej walce nic do gadania i żaden Big Tech nie stara się zaspokoić ich życiowych potrzeb (temu przecież w teorii służą blokady rodzicielskie lub filtry treści, korporacja spokojnie może poradzić sobie bez kolejnej ustawy).

    Oczywiście że odruchom ludzi trudno się dziwić. Ale przecież obecna polityka w zakresie cenzury internetu jest układana pod to, by owe odruchy zinstrumentalizować. W rzeczywistości tym, na co wykładają pieniądze konserwatywni lobbyści, jest plan podciągnięcia np. wszystkich treści dotyczących osób LGBT+ pod parasol “treści pornograficznych”, by skutecznie ograniczyć możliwość dotarcia do nastolatków z treściami afirmacyjnymi lub wsparciowymi, które mogą pomóc ochronić je przed samobójstwami.

    Dokładnie to samo czeka treści dotyczące aborcji, a docelowo wszystko co nie jest konserwatywnym talking pointem w przestrzeni publicznej.

    Jeśli tylko tyle wynosisz z moich wypowiedzi, że uważam że ludzie czegoś nie lubią, “bo są sterowani”, i odmawiasz wzięcia poprawki na cholernie istotną zasadę “follow the money” która powinna cechować każde dziennikarstwo, nie tylko to na dużych portalach, to sorry, musisz popracować z umiejętnością przyjmowania krytyki.

    Pominięcie tak istotnego aspektu i tak duże braki w riserczu jak te demonstrowane tutaj (“jakaś fundacja”) zasługują na krytykę. Cały artykuł jest dyskusją nad techniczną stroną weryfikacji wieku i krzywdzących mechanizmach stosowanych przez Big Techy, bez żadnej refleksji o tym, kto w największym stopniu podkręca współczesną panikę moralną i czym interesom ma to służyć.